Tak jak w tytule. Co daje posiadanie VPN'a, który nie przechowuje logów i ma siedzibę na jakimś zadupiu pokroju Panamy, Brytyjskich Wysp dziewiczych? Daje to jakąś ochronę przed podstawowymi czynnościami jak ściąganie plików z torrentów (także polskich)? Albo pozostanie dla polskiej policji anonimowym po wejściu na prywatne konta mailowe i społecznościowe osób, które postanowiły zgłosić to na policję?

I czy stosowanie kombinacji pokroju:

1. Włączony VPN + TOR
2. Włączony VPN + wbudowany VPN w przeglądarce typu Opera
3. Publiczny hotspot WiFi + VPN + TOR

znacząco zwiększa bezpieczeństwo i bycie trudniejszym do namierzenia?